Aktualnie

M jak Motywacja

16.12.2014

Dlaczego warto być łobuzem i szukać własnego sensu? To jest historia jak z filmu, bo rzeczywiście stała się tematem scenariusza filmowego. Opowiada o chłopcu, o którym można by dziś powiedzieć używając określeń urwis, łobuz, chuligan. W każdym razie ktoś, sprawiający tak zwane trudności. Chociaż nie pozbawiony uroku. Uczy się w szkole z internatem, prowadzonej przez księży. Może to sposób żeby utemperować jego krnąbrny charakter, a może konieczność, bo ojciec nie pojawia się w tej historii, a matka leży w szpitalu. Chłopak odwiedza ją regularnie, relacjonuje, co  znowu nabroił, zwierza się jej ze swoich smutków, tuli się do niej, choć ta jest w śpiączce od roku. Mimo, że przypadkiem słyszy słowa lekarzy, że tutaj potrzebny byłby cud, nie przestaje wierzyć, że w końcu jego mama się obudzi. Któregoś dnia wykręca w szkole taki numer, że za karę musi zacząć codziennie rano biegać. Jego koledzy przygotowują się w tym czasie do corocznego biegu, a jego celem jest po prostu przebiec wskazany dystans. Udaje mu się to z trudem, ale zaciekawia go trener – ksiądz i jak się dowiaduje, wielokrotny zwycięzca sprzed lat. Początkowo zaczyna czytać o księdzu, później trafia na książkę – instruktaż biegania i wpada na pomysł (trochę z nudów) żeby wziąć udział w wyścigu i co ważniejsze, wygrać go. Kiedy oznajmia tę radosną nowinę trenerowi, ten kwituje to stwierdzeniem, że musiałby zdarzyć się cud. Właśnie wtedy dochodzi do wniosku, że jeśli mu się uda, czyli zwycięży bieg, to będzie cud. A jeśli stanie się cud, to jak twierdzą lekarze, jego mama obudzi się ze śpiączki.  Od tego momentu udział w biegu nabiera dla niego zupełnie innego sensu. Początkowo na własną rękę zaczyna przygotowywać się wg książkowej instrukcji. Trener w końcu zauważa jego wytrwałość, ale też nieudolność i zaczyna mu pomagać. Chłopak każdą wolną chwilę poświęca treningom. Wstaje wcześniej niż inni i więcej niż inni ćwiczy i opowiada wszystkim, że wygra. Oczywiście jest wyśmiewany, nazywany szkolną ofermą i nikt mu nie wierzy. Nawet skrycie kibicujący ksiądz. Po kilku miesiącach potwornego wysiłku okazuje się, że chłopak uzyskuje lepsze czasy niż jego koledzy i jakimś sposobem kwalifikuje się do udziału w wyścigu. Jest najmłodszym uczestnikiem w historii. Nadchodzi upragniony dzień biegu po cud. W towarzystwie księdza wyjeżdża do innego miasta żeby wziąć w nim udział. Szkolni koledzy, nadal nie dowierzając, z wypiekami na twarzy słuchają relacji w radio. Chłopak zwraca na siebie uwagę, bo biegnie jakby chodziło o jego życie. Komentatorzy są nim zachwyceni. Wszyscy zastanawiają się kim jest ten dzieciak. A on po prostu biegnie. Wydaje się już, że wygra, ale pod koniec ktoś go wyprzedza. Dobiega do mety jako drugi. Czuje się pokonany i zrozpaczony. Wraca do internatu, a tam cała szkoła wita go brawami. W oczach swoich kolegów i nauczycieli, dokonał cudu. Może nie wygrał wyścigu i nowego życia mamie, ale przekroczył siebie.

Najsilniej motywuje nas nie cel, którzy może się zmienić, ale sens, jaki nadajemy doświadczeniom na drodze do jego realizacji. Monika Wirżajtys

 

Opowieść powstała w ramach projektu: Algorytm Wymarzonego Życia.

Komentarze

comments